Och Karol, ale wyrosłeś
Karola Pytysia doskonale znają kibice koszykówki w Szczecinie, bo tutaj i w Stargardzie spędził całą dotychczasową karierę. Mało kto wie, że środkowy King Wilków Morskich już w wieku 2 lat był bliski zrobienia nawet światowej kariery, a dokładnie wpisania do księgi rekordów Guinnessa. Wszystko za sprawą wzrostu, bo zaledwie 2-letni Karol mierzył dokładnie 1 metr.

Moja ciocia zwróciła uwagę na artykuł w gazecie, opisujący najwyższe 2-letnie dziecko na świecie – opowiada Prestiżowi Karol Pytyś. – Ale nie mogła się z tym zgodzić, bo stwierdziła, że skoro ja mam 100 cm, to jestem wyższy. Niedługo potem pojawił się u nas w domu dziennikarz, żeby opisać to w gazecie i po raz pierwszy zaistniałem w mediach – śmieje się koszykarz Wilków. – Tamten redaktor chciał nadać taki bieg sprawie, żeby wpisano mnie do księgi Guinnessa, ale moja mama sprzeciwiła się temu. Nie chciała robić nadmiernego szumu wokół mnie.
A Karol rósł i rósł...
– Przewyższałem kolegów już od 1 klasy podstawówki, później "moja przewaga" nad kolegami wynosiła jakieś 20 cm, a szkołę podstawową (wówczas 8-klasową) kończyłem mając 195 cm.
Mimo świetnych warunków fizycznych Karol wcale nie rwał się do sportu, dopóki inni nie zaczęli go zachęcać.
– Najpierw znajomy, który w przeszłości był koszykarzem, zachęcał mnie do koszykówki, ale pierwsze zajęcia u trenera Wojciech Hopka nie podobały mi się zupełnie – wspomina. – Dopiero jak jego zespół ze Szkoły Podstawowej nr 43 łączył się z drużyną z SP 16, to przekonałem się do koszykówki i podjąłem regularne treningi. Wkrótce, w barwach Kusego zdobył mistrzostwo Polski kadetów.
Brakowało spodni i koszul
Na koszykarskim parkiecie odpowiedni wzrost (Karol mierzy 202 cm) jest niezbędny, a czy pomaga środkowemu Wilków Morskich w normalnym życiu?
– Oczywiście, że pomaga – nie ma wątpliwości Karol. – Zresztą, ja nie wiem, jak to jest... być małym, bo od niemowlaka rosłem bardzo szybko. Oczywiście, że nie raz zdarzyło mi się obić głową żyrandol w mieszkaniu, ale plusów mojego wzrostu jest więcej niż minusów.
Jeszcze 4 albo 5 lat temu największy problem stwarzało koszykarzowi kupno odzieży i obuwia.
– Ze spodniami było naprawdę ciężko – opowiada. – Kiedy już w sklepach pojawiały się odpowiedniej długości, to z reguły pojedyncze sztuki z danego fasonu i często odchodziłem z kwitkiem.
Garnitur – również ten ślubny – musiał być szyty na miarę. Podobnie było, a nawet dalej jest z koszulami. Karol przy swoim wzroście ma tak długie ręce, jak mężczyźni mierzący po 210 cm, czego niestety nie biorą pod uwagę producenci koszul.
Szczęśliwa 12-tka
Podróżowanie w latach szkolnych miejskimi środkami transportu nie zawsze było dla 2 metrowego człowieka wygodne, ale nawet wówczas nie narzekał, że bozia dała mu tyle centrymetrów, bo w tramwaju... poznał swoją przyszłą żonę.
– Z Agnieszką poznaliśmy się, a raczej zwróciliśmy na siebie uwage, gdy wracaliśmy tramwajem numer 12 ze szkoły. Byliśmy chyba najwyżsi w nim, więc łatwo było nam siebie dostrzec. Kiedy już nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, to jakieś 2 miesiące później przed salą gimnastyczną – kiedy ja kończyłem, a ona zaczynała lekcję wuefu – pierwszy raz powiedziałem jej "cześć".
Agnieszka, mająca 178 cm wzrostu przez krótki okres też trenowała koszykówkę.
Od pięciu lat są szczęśliwym małżeństwem i rodzicami 2,5 letniego Michała. Michał skończył 2,5 roku, ale na razie wzrostem ustępuje swojemu tacie, gdy ten był w jego wieku, bo ma... tylko 95 centymetrów.
– Czy był taki moment w życiu, że narzekałem na swój wzrost? Nigdy – podkreśla Karol. – Jeśli już to chciałem być... wyższy i mieć 210 centymetrow, gdy wiedziałem, że będę środkowym grającym pod koszem. A zresztą, jak mogę czuć się wysoki, skoro kilku kolegów w drużynie jest wyższych, a kiedyś na parkiecie musiałem walczyć o piłkę przy wznowieniu gry z rywalem, który miał 225 centymetrów i sięgałem mu do barku – kończy ze śmiechem Wilk Morski ze Szczecina.




